.Lepiej bez celu iść naprzód niż bez celu stać w miejscu, a z pewnością o niebo lepiej, niż bez celu się cofać.

skomentuj (0) | data dodania: 2012-05-15 | godzina: 13:09:07 | autor: s.

Wyłączyłam- wszystkich, się. Zrobiłam sobie odwyk. Zbyt wiele było już postaci i myśli, kombinowania, mieszania.. pretensji?
Chciałabym coś znaczyć- nie dla każdego, takich ambicji nie mam, narcystycznych zapędow. Ale ja potrafię się zbliżyć tylko do tych, co dla mnie coś znaczą. Lub mi się tak wydaje, co ostatnio by się potwierdzało.
Nie lubię być czyjąś grą, ot taka sobie rozrywka znudzonego życia. Usłyszałam, że teraz czas 'na mój krok'. Ha, niedoczekanie. Jakby mnie znał, to by wiedział. A tak.. trochę szkoda, mijają tygodnie a ja? Mam spokój! cieszę się i go doceniam.
I szkoda jakby mniej.
Staram się być tu na miejscu, podbudować siebie, Ciebie. Od weekendu mam urlop- kurwa, w końcu!! 9 całych dni. Kilka dni w głuszy na Jurze, kilka dni w tętniącym życiem Krakowie, raz Wisła, done, po wakacjach. Pewnie minie jak jeden dzień.
Jakoś nie chce mi się zabrać za siebie, standardowo idę na łatwiznę. Do egzaminu kilka tygodni, ja oczywiście nie zaczęłam nic robić- tylko myślę jak będzie pięknie kiedy weekendy będą już tylko moje. Z drugiej strony skończy mi się 'wymówka' wychodzenia na dwa dni z domu. Coś za coś, rzekomo.
Czy to normalne, że chcę się zestarzeć? Nie mentalnie, fizycznie. Czasem jak wstaję rano i patrzę na siebie w lustrze to widzę twarz dziecka. Ludzie nie biorą mnie poważnie, w klubie w Kato ostatnio musiałam pokazywać dowód. Dwa razy. Niby komplement, ale serio?
Poza tym... nie chce mi się pisać. Tj chce mi się, ale nie to. Nie tu.

Byłam na koncercie Tricky'ego. Szacunek. Odważny, jeśli sam przestawiał barierki i wpuszczał ludzi, dał się podnieść i porwać, wciąż bez przejęcia dalej sobie śpiewając. Odważnie upalony ;)


skomentuj (0) | data dodania: 2012-04-13 | godzina: 22:54:20 | autor: s.

Czekałam piątku? Oto mam, z samego rana, kubeł zimnej wody na twarz.
Pierwszy raz mi się zdarza faktyczny pech w piątek trzynastego. Na złość! Bo jestem niepoważna i myślałam, że nic stać się nie może. Wszyscy wiemy co robimy, liczymy się z czynami, winniśmy bardziej uważać.
A ja z rana otrzymałam telefon z nieznajomego numeru. W słuchawce znajomy, ciepły głos- 'Zrobiłem coś głupiego' .
Nie, to ja zrobiłam coś głupiego. Dalam się wciągnąć, zbyt dużo powiedziałam, jeszcze więcej napisałam a tak bardzo nie powinnam. Nie powinnam zaufać, że nikt przecież się nie dowie, ot, takie tam, niewinne 'coś'.
Dowiedziała się połowa, nie moja. Dokładniej- sama sobie przeczytała. I jest mi tak przykro, bo ton rozmowy był tak utrzymany, że wszystko na niego..
Moja zimna kalkulacja nie pozwala mi się martwić. Po prostu jest mi przykro. On mówi 'wiem co robiłem, teraz tylko za to odpowiem'. O, jakie to dorosłe na tak młode życie. Mogłam być mądrzejsza, oszczędziłabym światu to, co już zrobiliśmy.
Chciałabym się zacząć mierzyć, z tym, co sama sobie wyznaczam.
Chciałabym być lepsza, a nie umiem zacząć.

Wszyscy jesteśmy sami, niezależnie od tego jaką drogę obierzemy.
Nieważne co postanowię, i tak jestem sama. Zaakceptowałam, dobrze mi z tym.
Czy aby? Przepraszałam dziś. Szczerze. Mówisz, że nie moja wina, ale to nieprawda.
Ja zachciałam.


skomentuj (0) | data dodania: 2012-04-10 | godzina: 22:02:05 | autor: s.

Z jednej strony nie chcę o tym mówić. Z kolejnej- chcę się z kimś podzielić.  A potem sobie myślę, że lepiej nie otwierać ust, bo nie umiem przekazać tego co czuję. Nie umiem zrozumieć tego co robię. Nawet pisać o tym nie potrafię.
Można czegoś chcieć, myślenia nikt nie zabrania. Więc myślę, chcę sobie czegoś.. a potem się dzieje. I okazuje się, że nie tylko ja myślałam czy chciałam.
Więc płynę, zapominam się, zapominam świat. Mam wyjebane! A staram się powstrzymać i wydaje mi się, że jestem w tym dobra. Jednak nie.. jak słodki cukierek na wyciągnięcie ręki, patrzy, uśmiecha się kącikiem ust. Świat się kręci, czuję gorący oddech za uchem. On tańczy dla mnie a ja nie mogę oderwać wzroku.
Płynę.. przez krótką chwilę nic mnie nie obchodzi. Zostawiam za sobą wszystko to, co tak skomplikowane- moje pokaleczone relacje, pracę, od której tak bardzo boli mnie głowa, całe niewyspanie, absolutny brak organizacji w domu. Jestem zawieszona gdzieś pomiędzy..
Żaden ze mnie przykład, straciłam wiarę- w cokolwiek, w zasady dla zasady.

Człowiek jest głupią istotą. Ja, na przykład. Nie jest mi wstyd, bo po co. Stwierdzam fakt i nie chce mi się z nim walczyć.
Co wieczór przed snem powtarzam sobie 'jutro, jutro wszystko zmienię', stwarzam listę rzeczy to do, nawet z must na przedzie. Nic mi to nie daje i kolejny dzień mija.
Więc znów tu jestem, siedzę w łóżku z laptopem na kolanach i zastanawiam się, wymyślam co zrobię jutro ze swoim dniem. Wyjdę z kąta.. bo na co dzień chowam się za swoimi niepewnościami. Akceptacja jest kluczem do swobodnego istnienia, a ja staram się zmienić.
Może jutro właśnie się skupię na tym, na czym mi trzeba- poświęcenie chwili na naukę nie może być takie ciężkie- a mam poważne zaległości. Przecież praca nad sobą musi się opłacać? Zwróci się kiedyś.
Łatwo jest pisać scenariusze we własnej głowie, siedząc rano na parapecie z kotem, pijąc pyszną zieloną herbatę. Wszystko jest wtedy takie proste! Tyle wolnego czasu, odpowiednie środki do działania. Aż szkoda wygonić kota i zejść z parapetu, kubek pusty.

Byłam w górach, na noc, jedną. Nawet nie pełne 24h, ale jak bardzo mi tego brakowało. Widoku, wysokości, migoczących świateł w dole. Odrobina wolności, lżejszy oddech. I pełno śmiechu, nie opowiem bo to typowy humor sytuacyjny, nawet mnie z perspektywy czasu ciężko pojąć niektóre rzeczy, z których śmialiśmy się pół nocy. A norweskie śledzie na słodko są zdecydowanie najlepsze!!

Mam dużo słów w sobie. Dużo z nich jest nie do wypowiedzenia.
Oszczędny ze mnie dziubek.. czekam piątku, na coś liczę.

skomentuj (2) | data dodania: 2012-03-26 | godzina: 18:10:34 | autor: s.

Nie mam tytułu, i absolutnie nie mam planu na pisanie. Czasem w ciągu dnia mam przebłyski, że jest we mnie coś ważnego, godna zapisania myśl.. ale to wszystko tak szybko ucieka. Ciężko mi nadążyć.
Obiecuję sobie pisanie, bieganie, pływanie, naukę- ale standardowo szybko o tym zapominam. Lub pamiętam, ale chęci zerowe.
I tak ciągle coś robię. Kiedy już się zdenerwuję i szybkim krokiem maszeruję do łóżka z książką pod pachą- bo mam np. 40min dla siebie i tylko siebie- to dla mnie te piękne 40 minut mijają jakby były mrugnięciem oka. Ledwo się schowam pod kocem, zrobię herbatę, przeczytam kawałek książki- i już trzeba wstać. Albo spać.
Chodzę teraz wcześniej spać, bo bardzo nie lubię być nieprzytomnie niewyspana rano. A brakuje mi siedzenia po nocy.
Dziś wstałam wcześnie. Nie zasłoniłam w nocy rolety więc kiedy już otworzyłam oczy prosto we mnie świeciło słońce. Nie włączyłam ani radia ani telewizji, nic. Po cichu poszłam pod prysznic, zjadłam śniadanie, ubrałam się i wyszłam. Bez muzyki szłam do pracy. Miło było, będę robić tak częściej. Miałam taką jasność umysłu, ciągłość myślenia- nie tu jedną ręką robię śniadanie, drugą maluję jedno oko , a kolejnym okiem patrzę na wiadomości. Bez szaleństwa i robienia wzystkiego na raz.
Spokój i opanowanie, może przez to wrażenie, że czas wolniej płynie?
Nie narzekam, nie mam na co. Jest stosunkowo dobrze- mam zajęcie, pracę, szkołę, więc jakoś działam i dobrze się trzymam.
Oczywiście, że można lepiej i więcej - na coś w końcu pracuję.
Jest wiosna, zaraz wszystko zakwitnie, słońce delikatnie, nienachalnie grzeje więc sama przyjemność.
Na święta czekam, chociaż sam obrządek mam głęboko schowany, to ten jeden dzień wolnego się liczy- dobra siostra zabierze mnie na kawę w góry, nasze piękne piękne góry. I będę miała cały calutki dzień dla siebie i będę się rozkoszować i nikomu go nie oddam, tylko górom. Potrzebuję się 'przewietrzyć'. Złapać oddech.
Nie zanosi się na to, żebym miała więcej czasu dla siebie- wręcz przeciwnie, więc muszę korzystać z każdego momentu.
Z jednej strony wcale nie chce mi się dalej uczyć, a z drugiej studia w Krakowie.. ciężko sobie odmówić, w końcu to KRAKÓW. Obiecuję, że jak wygram w totka to przeprowadzam się właśnie tam. Lub do Edynburga. A najlepiej tu i tu kupię sobie mieszkanie, będzie mnie stać. Ale najpierw zjeżdżę cały świat.
Zastanawiałam się nad tym ostatnio- gdybym mogła i miała czas, kasę i osobę, to gdzie bym zaczęła? Europa? czy gdzieś dalej? całymi kontynentami, czy lepiej wybrać sobie jedną trasę? Tracić czas na wracanie do domu czy zjeździć ile się da i wrócić wtedy a potem już tylko odwiedzać najlepsze miejsca.. tyle do wyboru.. oszalałabym, może lepiej, że mnie nie stać.
Azję musiałabym sobie jakoś podzielić, w samych Indiach zeszłoby mi gdzieś z kilka miesięcy. W Rosji obowiązkowo koleją, tam na drugim końcu już Chiny, yhm też trochę czasu- dałabym sobie miesiąc.. a gdzie tu reszta?
Muszę szybko wygrać w tego totka bo czasu mi nie starczy!
Chyba muszę zacząć grać najpierw..
Zastanawiające czy znalazłoby się miejsce, które by mnie nie kręciło? Ha! Mam! Nigeria. Całkowicie odpada, mam osobisty uraz psychiczny do tamtejszych ludzi i w życiu za żadne skarby tam bym nie pojechała. Uważam, że nie mają mi nic ciekawego do zaoferowania.

Dłonie zimne, wiosna nie rozpieszcza.

Mam w głowie brzydkie myśli, nie opowiem wam ich. Nie dziś.
Może jutro, jak nie zapomnę napisać?


skomentuj (1) | data dodania: 2012-02-28 | godzina: 18:31:09 | autor: s.

And I will swim.

Zacięłaś się mała, pisać Ci się nie chce, nie masz czasu a może już nie potrafisz? Jest o czym pisać, temat zawsze się znajdzie, chociaż nie każdy jest dobry. To tylko słowa, od kiedy się ich obawiamy?
Moje miejsce, idź stąd precz. Muszę się odprężyć, zrelaksować, liczę do 10 i oddycham i od nowa.
Jestem wściekła, każdego dnia wydaję się coraz bardziej. Rano jest dobrze lecz z każdą mijającą godziną dziwna złość we mnie narasta, więc w nocy gdy usypiam aż kipię negatywną energią. I strasznie dużo przeklinam, proszę, niech mnie ktoś oduczy!
Moje przedwiośnie wydaje się być jak pogoda- raz tak, raz tak, w głowie mętlik ale jednak coś tam kiełkuje.
Bardzo dużo pracowałam przez ostatnie tygodnie, z rzędu 14 dni więc tak sobie myślę, że należy mi się kilka dni wolnego, słodkiego nic nie robienia.
W ten weekend mam zajęcia..ciekawe czy na nie dotrę? O niedzielę się obawiam, bo sobota może szybko się nie skończyć- tak się zapowiada, niby nic a potem ups, minęły 24h? to może pójdę do domu. Życie jest nieprzewidywalne a przyjaciel, który całuje jakoś nie po przyjacielsku.. zastanawia. Ale po co robić z igły widły, lepiej przegadać całą noc przy wine czy dwóch.
Wiem, że ktoś inny ma wobec mnie niecne zamiary i co dziwne - nie ukrywa się z tym. A taki młody, przez co słodki ale raczej niezaradny. Traktuję to jako komplement i nie chcę zranić uczuć, więc delikatnie muszę jakoś nakreślić jak sytuacja wygląda. Młode, słodkie ciasteczko a ja nie lubię słodyczy. Pech? Nie sądzę.
Ja już znam swój smak, doskonale. Sprawdziłam, przetestowałam.
Spróbowałam, oblizuję usta na samą myśl.

Góry, góry, jadę w góry jak tylko wiosna do mnie przyjdzie nie za szybko, kroki drobiąc..
Najwyższy czas sprawdzić co się kryje w loszku a o co wzbogaciło się jedyne Muzeum Syfu i Dziadostwa, oraz czy na Skrzycznem wciąż dzielnie biegają chłopki z pochodniami w każdą noc. I czy dzicy są w lesie. I grzybiarze. Ogólnie chodzi o to, żeby cofnąć się w rozwoju na kilka dni.

Moja samoocena spada mocno każdego dnia, i nie wiem jak ją ratować? ja ze sobą czuję się źle więc mój świat na tym cierpi. I warczę na ludzi. Nawarczałam bez powodu na osobę, która niczym mi nie zwiniła i czuję się z tym źle.
Druga opcja jest taka, że podświadomie czuję, co on zrobił źle, i co zrobi w sobotę.. i wyżywam się 'na zaś', jak to pięknie mówi moja R. Wszystko 'na zaś'!
Przefarbowałam się na ciemno i mnie się mocno nie podoba. Go blond!

We Were Promised Jetpacks- Ships with holes will sink.